
Osman C. stara się jakoś wypełnić czas naprawiając techniczne gadżety oraz wyczekując na powrót wnuczki ze szkoły. Zdjęcie: UNHCR/M. Sunjic
„Nigdy nie było mi lepiej od początku mojej tułaczki"
Starzy uchodźcy nie są w stanie zintegrować się bez wsparcia ze strony rodziny
Lublana, 11 stycznia 2008r. - „Nie mam gdzie wrócić. Moje dzieci są uchodźcami rozproszonymi po całym świecie. Jedyne co mogę teraz robić to dbać o zdrowie i wyczekiwać kolejnego dnia" - mówi Aisa, bośniacka staruszka, która znalazła schronienie w Słowenii 15 lat temu.
74 starszych bośniackich uchodźców jest umieszczonych w ośrodku znajdującym się w miejscowości Maribor, który w teorii powstał by ułatwić integrację nowo uznanych uchodźców przez pierwszy rok od momentu przyznania im statusu uchodźcy. W ciągu roku uchodźcom pomaga się w początkowym etapie procesu integracji. Oczekuje się, że w tym czasie będą uczyć się słoweńskiego, nabywać nowe umiejętności zawodowe, znajdą pracę, mieszkanie oraz rozpoczną nowe życie.Żadne z tych rzeczy nie nie ma miejsca w przypadku Bośniaków zamieszkujących ten ośrodek w swoich małych, świeżo odnowionych mieszkaniach. Starzy uchodźcy bez rodziny stanowią najbardziej problematyczną grupę uchodźców w Europie. I chociaż otrzymują potrzebne wsparcie ze strony władz, szanse na to, że się całkowicie zintegrują są nikłe.
Dago Hausmeister - kierownik ośrodka wyjaśnia problem: „Ci ludzie zostali sami. Ich najbliżsi zostali albo zabici podczas wojny albo rozproszyli się na wygnaniu. Są za starzy żeby pracować albo nauczyć się słoweńskiego. Tak więc spędzają czas chodząc do lekarza, oglądajac telewizję oraz pijąc kawę z sąsiadami."
Jak pokazuje doświadczenie UNHCR takie osoby ze specjalnymi potrzebami często pozostają same na skutek masowych ucieczek. Młodzieży oraz ludziom w średnim wieku zazwyczaj udaje się odbudować własne życie w nowym kraju, lecz osobom powyżej 60 roku życia - nie.
„Starzy ludzie potrzebują systemu wsparcia żeby się zintegrować. Bez tego w większości przypadków zmagają się z nudą, osamotnieniem oraz depresją" - mówi Lloyd Dakin, Regionalny Przedstawiciel UNHCR w Budapeszcie.
Co do zasady starzy ludzie opuszczają swoje domy tylko w przypadkach masowego exodusu albo kiedy cała rodzina zmuszona jest uciekać. Niewielu jest starych ludzi pośród osób ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy, przybywających do krajów UE w naszym regionie. Zazwyczaj przyjeżdżają razem z dziećmi i wnukami. Statystki w Polsce pokazują, że tylko 0,7% spośród nowoprzybyłych osób ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy liczy sobie więcej niż 60 lat.
UNHCR-owska definicja integracji uchodźców została opublikowana w 2002r. (Global Consultations on International Protection). Określa ona 3 etapy integracji: proces prawny, proces ekonomiczny oraz społeczno-kulturalny.
Proces prawny był najprostszy w przypadku uchodźców z Mariboru. W 2002r. otrzymali oni prawo stałego pobytu w Słowenii.
Jeśli chodzi o proces ekonomiczny, to uzyskanie samodzielności w przypadku starych uchodźców jest bardzo trudne. Nie mogą oni integrować się na rynku pracy ani zapewnić sobie środków utrzymania - dlatego są zależni od rządowej pomocy. W Słowenii otrzymują oni te same zasiłki jak słoweńscy obywatele. Otrzymują np. darmowe posiłki oraz odzież.
Jednakże jeśli chodzi o społeczny i kulturalny etap integracji starzy uchodźcy nie radzą sobie zupełnie. Są zbyt starzy lub zbyt mocno doświadczeni przez los żeby dobrze nauczyć się języka albo żeby odbudować więzi społeczne i zacząć wszystko od początku.
84-letni Osman C. podsumowywuje sytuację starych uchodźców w naprawdę filozoficznym zdaniu: „Nigdy nie było nam lepiej od początku naszej tułaczki". Pan C. otrzymuje wszelką pomoc jakiej potrzebuje, ale nikt nie jest w stanie zwrócić mu jego życia. Przyjemność sprawia mu pokazywanie starych zdjęć domu oraz krewnych, które udało mu się zabrać ze sobą kiedy uciekał ze wschodniej Bośni w 1992r razem z żoną oraz wnuczką.
Cztery lata temu żona Pana C. zmarła i został tylko z wnuczką Mersadą, która teraz ma 20 lat. Mersada jako osoba młoda nie ma problemów z integracją. Mówi doskonale po słoweńsku, studiuje turystykę i marzy o wyprowadzce z ośrodka dla uchodźców i prowadzeniu własnego hotelu w przyszłości.
A tymczasem jej dziadek stara się jakoś wypełnić czas naprawiając techniczne gadżety oraz czytając. „Całe życie lubiłem grać w szachy, ale teraz nie mam partnera żeby zagrać partyjkę i jestem zbyt słaby, żeby pójść do klubu szachowego w mieście."
Atmosfera w ośrodku w Mariborze jest mieszanką depresji i zadowolenia. „Jesteśmy wdzięczni za to co dostajemy i większość z nas jest wdzięczna za to, że jest tutaj bezpieczna" - mówi 71-letnia Harija popijając kawę w towarzystwie sąsiadki.
„Tu było więcej Bośniaków, lecz młodsi wyprowadzili się a kilkoro najstarszych zmarło" - wyjaśnia Harija.
W szczęśliwych chwilach pokazują sobie listy i zdjęcia dzieci, które mieszkają w Danii, Kanadzie czy nawet Słowenii.
Potem bardzo szybko rozmowa zmierza do problemów ze zdrowiem - najbardziej ulubionego tematu mieszkańców ośrodka. Mówią o swoich chorobach, gdzie ich boli, leczeniu, lekarzach ale nigdy nie zapominają dodać jak dobrą mają opiekę.
Melita H. Sunjic
Regionalne Przedstawicielstwo w Budapeszcie
11 stycznia 2008r.



